Hahaha, udało się. Udało się zrobić zdjęcie tego maleństwa. A wcale nie było łatwo. Broszka z labradorytami i jedną kuleczką kwarcu. Jest niewielka, ale broszka chyba nie musi być ogromna, prawda?
I w trochę innym świetle:
Labradoryt to naprawdę magiczny kamień. Hipnotyzujący.
Miało być w całości w szarościach, ale dodałam trochę niebieskości.
To by było tyle na dziś. Wprawdzie zrobiłam sobie jeszcze kubek, któy chciałam wam pokazać, ale zabrałam go do pracy, a zapomniałam zrobić zdjęcie.Na razie mam tydzień wolnego, czas an regenerację po całym miesiącu pracy:)
Jak tu nie kochać pracy w szkole?


Pewnie, że nie musi być duża;) Śliczna jest!
OdpowiedzUsuńBroszka naprawdę urocza:)
OdpowiedzUsuńA ten niebieski bardzo dobrze wpasował się w te szarości, dzięki niemu jest bardziej pogodnie:)
Pozdrawiam
charminglywritten.blogspot.com
Nie musi być duża, czasem wręcz powinna być mała.
OdpowiedzUsuńSkoro masz wolne to jutro kawka koło południa :D
Uroczy drobiazg! Małe jest piękne. Broszka dla właścicielki labradora:D
OdpowiedzUsuńLabradoryty są piękne. Twoja brosia wyszła ślicznie!
OdpowiedzUsuńKolejny cud z pod Twoich rączek :)
OdpowiedzUsuń:*
Zachwyca swą prostotą i pięknem :)
OdpowiedzUsuńLabradoryt otulony sutaszowymi sznureczkami, w Twoim wykonaniu prezentuje się fenomenalnie :)