sobota, 23 sierpnia 2014

W poszukiwaniu motywacji - Szyję z sutasz.info

Takie coś się  wzięło  i zrobiło.


 Dawno temu kupiłam pokaźne krople różowego kwarcu w Bukowcu . Piękne, ciężkie miały być częścią kolczyków, ale jakoś nigdy nie udało mi się ich wykorzystać. W końcu jedna trafiła do wisiorka, który uszyłam n wyzwanie Szyję z sutasz info.  Ma fajny ciężar wiec zawieszona na łańcuszku dynda jak n wisior przystało. Przyznam, że tutorial Dora Maar potraktowałam jako inspirację, nie dosłowne wytyczne.  Mam nadzieję, ze mieści się w kryteriach wyzwania.














 Pozdrawiam dziewczyny z bloga.

PS  Maria Romańska - dzięki za przykaz używania statywu.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Zamiast turkusowego cuda

Miałam nadzieję pokazać Wam jak idzie mi walka z wszywaniem taśmy cyrkoniowej. Zadanie do którego podchodzę już kolejny raz i co najlepsze w końcu mi zaczyna wychodzić. Ale po drodze wypadły WIŚNIE.

Ostatnio chyba przechodzę etap wicia gniazda i w ramach tego szaleństwa robię przetwory. Zaczęłam skromnie od truskawek, ale teraz wysypało wisienki. A dżemor wiśniowy to mój ulubiony. Oto efekt moich zmagań - 16 kilogramów wiśni wydrylowane i zamienione w konfiturkę. Ponieważ nie stosuję środków żelujących nie wyszło mi tego przysmaku tak dużo jakbym chciała. Ale i tak jest nieźle. Pierwsza partia już po degustacji. Mniam.



A turkusowe cudo będzie następnym razem. Słowo zucha.

piątek, 18 lipca 2014

Karuzela, karuzela - koniec wyzwania

Dziś ostatni dzień Wyzwania. Temat: Mój typowy dzień.

Mój typowy dzień aktualnie skupiony jest wokół postaci Pana Lwa. Nakarmienie Lwa, zabawianie, wyprowadzenie na wybieg, karmienie, karmienie i jeszcze więcej karmienia.

Zaznaczam, że ten grafik nie obejmuje SNU - Lew sobie nie życzy. I kropka. Mogą być fikołki na łóżku, niszczenie pamiatek rodzinnych, tudzież innych cennych przedmiotów.

Poszczególne punkty programu Lew najchętniej miesza w dowolnej kolejności, ignorując stanowcze wysiłki opiekunów do trzymania się pierwotnego planu.


Jako opiekun dzikiego stwora, niezmiernie się cieszę, że stwór karzysta od niedawna z własnego legowiska, czasami nawet całą noc! (Która dla opiekunów trwa maksymalnie 6 godzin).

Moje ulubione dwa momenty dnia to ten, gdy dostaję pierwszego buziaka i ten, gdy z głębokim westchnieniem składam swe członki na kanapie .Ten wieczorny relaks czasami łączę z hobby, ale, długie wieczory, oznaczają, że Lew bryka dłuuugo.







czwartek, 17 lipca 2014

Ania, Savannah, Prada

Przedostatni dzień Wyzwania u Uli - chyba jestem z siebie dumna pisząc te słowa.


Dzisiejszy temat: Ulubiona książka/album muzyczny/film, do którego lubię powracać.

Cóż kiedyś to była saga o Ani z Avonlea. Wracałam do tych ksiażek nałogowo - również jako dorosła osoba. I na pewno postać Ani w jakimś stopniu mnie ukształtowała. wiem, naiwna, staroświecka, dla wielu osób nudna. Ja byłam uzależniona.


http://fuckyeahbookarts.tumblr.com/post/45110330411/penelopewaits-anne-of-green-gables-embroidered



A potem wyprowadziłam się z domu rodzinnego, zostawiając tam moje książki, dorastając. I teraz takie ulubione ksiażki mam dwie:

Północ w ogrodzie dobra i zła - kocham ją za klimat, tytuł, fabułę. I scenerię:

http://world-visits.blogspot.com/2012/03/savannah-georgia-tourism.html




A druga innego kalibru to Diabeł ubiera się u Prady. Za lekkość, humor i zakończenie.





Ogolnie książki konsumuję, nie jestem wybredną czytelniczką, lubię jak jest dużo, smacznie i jak mogę w świat wykreowany na papierze wpaść po uszy.






środa, 16 lipca 2014

salceson na plaży

Dzisiejszych temat wyzwania u Uli przypomnial mi o rozmówach kwalifikacyjnych.
Ale cóż jestem zmotywowana do ukończenia wyzwania. Jedziemy z tym koksem (mkr - ten zwrot to dowód na stgetryczenie).


Myśląc o tym czego nie lubię mam skojarzenia przede wsystkim kulinarne:

1- Salceson - już sama nazwa jest okropna! I wygląd i zapach. I smak pewnie też (przyznaję nie złamię się i nie spróbuję - ale wiem, że nie lubię).

2 - Flaki - wyjaśnienie jak wyżej.

3 - Już nie kulinarnie. Nie lubię małych piesków, które nocami jazgoczą za oknem. Dużych brytanów też nie.

4 - Nie lubię bezinteresownego podkładania nogi bliźniemu.

5- Nie lubię się kłócić.

6 - Nie lubię pomarańczowych i żółtych ubrń.

7 - Popołudniowych korków w Warszawie.

8 - Wyprzedaży - nigdy nie ma właściwego rozmiaru.

9 - Głupich ludzi.

10 - Mlaskania i siorbania.


1- Lubię plażę i Bałtyk. Nie mogę uwierzyć, że pierwszy raz pojechałam nad morze już po studiach.

2 - Lubię koty - chociaż to egoistyczne i marudne stworzenia.

3 - Lubię swoją prace, nawet jeśli na nią czasem narzekam.

4 - Czysty dom

5- Lubię kasztanowce za moim oknem

6 - Lubię brownies.

7 - Pad thai.

8 - Komplementy.

9 - Leżeć na trawie.

10 - Czytać ksiażkę do świtu.



wtorek, 15 lipca 2014

Ding-dong Dlaczego (nie)bloguję

Wyzwania u Uli dzień drugi. I dziewczyna stawia niezręczne dla mnie pytanie: dlaczego bloguję. Cóż chyba dlatego, że lubię. Poza tym blogowanie, nawet tak nieregularne przypomina o zainteresowaniach i o tym, by zupełnie nie zgnuśnieć - dla młodzieży: gnuśnienie to syndrom bardzo często dotykający tetryków po trzydziestce.

Moim podstawowym celem było stworzenie miejsca, gdzie mogłabym pokazywać efekty moich zajawek rękodzielniczych. O np. takie dingdongi właśnie uszyłam:








Poza tym blogosfera to ciekawa społeczność, są blogi jak muszki jednodniówki, ale są też takie, gdzie chce się wracać, i co najważniejsze jest po co. I to mnie w tu trzyma najmocniej.











poniedziałek, 14 lipca 2014

Kim jest Pan Lew?

Kochani, są takie osoby, które potrafią inspirować. Jedną z nich jest Ula Phelep, którą pewnie wielu z Was zna. Jej najnowsze wyzwanie 5 dni do lepszego bloga zmotywowało mnie do zajarzenia tu i wskrzeszenia tego zakurzonego miejsca. Mam nadzieję, że chociaż kilka osób, które zwykły tu zaglądało znów się pojawi. A wszystkich nowych gości witam staropolskim, wirtualnym chlebem i solą ;)

Temat pierwszego dnia wyzwania to Historia nazwy mojego bloga. W sam raz na post dla powracających do blogosfery.

Gdy zakładałam ten blog, byłam w bardzo szczególnym momencie życia - właśnie zostałam mamą.

Dla mnie oznaczało to, że jestem nierozerwalnie z kimś połączona. Więzią znacznie silniejszą niż miłość romantyczna, uczuciem chyba najbardziej pierwotnym, najsilniejszym, dodającym skrzzydeł, definiującym człowieka na nowo.

Chciałam, w jakiś sposób włączyć małego człowieka do mojego nowego dzieła. Ci którzy mnie znają bliżej wiedzą, że strzegę swojej prywatności, nie umieszczam zdjęć prywatnych w necie, więc taka opcja odpadała. A że kocham koty, również te wielkie, uwielbiam opowieści z Narni moim blogowym towarzyszem został Pan Lew.


Potem okazało się, że mój kotek wybitnie się przyczynił do tego jak haniebnie zaniedbałam hobby, ale to już inna opowieść.

Ot i cała historia.