sobota, 23 lutego 2013

New Delhi i dylemat

Szaleństwa bransoletkowego ciąg dalszy:


Mam tylko jedną fotke, bo nie zdążyłam cyknąć więcej przed spotkaniem z siostrą - nową właścicielką tych drobiazgów. Tym razem zrobione z odrobinę grubszego sznurka - chyba lepiej. (?)

Ogólnie jestem z siebie dumna, że udało mi się wypróbować kolejną technikę :)

Jeszcze tylko chciałabym skonstruować kolczyki gronka, strasznie lubię, ale nigdy nie próbowałam robić normalnych składaczków, czy w ogóle innej niż sznurkowa biżuterii. 

I oczywiście torba z filcu czeka na uszycie...

Ale to nie koniec planów, bo jutro jadę po maszynę do szycia! Ach energia twórcza mnie rozpiera.


A w ogóle to mama uszczęśliwiła mnie henną, z której zrezygnowała. I teraz nie wiem co zrobić. Farbować się czy nie? W sumie nawet lubię moje myszowate włosy. 

6 komentarzy:

  1. Pięknie Ci wychodzą makramki! Ja po latach farbowania wróciłam do myszowatych;) Zazdroszczę Ci maszyny, moja w odległych planach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale mi się podobają, naplotłaś się Kochana :)
    I wcale nie masz myszowatych włosów :p
    :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak lubisz swój kolor włosów to nie warto go zmieniać:D Chyba, że potrzebujesz odmiany:) Bransoletki bardzo ciekawe.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Bransoletek Adze zazdroszczę ;)
    Co do włosów to miałam myszowate przez długo i farbowałam, przestałam się stresować i bardziej o siebie dbać i jestem zachwycona swoim obecnym kolorem. Dużo osób się mnie pyta czy farbowałam :D
    Ale niektórzy po prostu mają taki kolor i już.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest czego zazdroscić :) Bransoletki wyszły super. Dziękuję Kochana Siostro :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz. Lubię gadatliwych gości ;)