Szaleństwa bransoletkowego ciąg dalszy:
Mam tylko jedną fotke, bo nie zdążyłam cyknąć więcej przed spotkaniem z siostrą - nową właścicielką tych drobiazgów. Tym razem zrobione z odrobinę grubszego sznurka - chyba lepiej. (?)
Ogólnie jestem z siebie dumna, że udało mi się wypróbować kolejną technikę :)
Jeszcze tylko chciałabym skonstruować kolczyki gronka, strasznie lubię, ale nigdy nie próbowałam robić normalnych składaczków, czy w ogóle innej niż sznurkowa biżuterii.
I oczywiście torba z filcu czeka na uszycie...
Ale to nie koniec planów, bo jutro jadę po maszynę do szycia! Ach energia twórcza mnie rozpiera.
A w ogóle to mama uszczęśliwiła mnie henną, z której zrezygnowała. I teraz nie wiem co zrobić. Farbować się czy nie? W sumie nawet lubię moje myszowate włosy.

Pięknie Ci wychodzą makramki! Ja po latach farbowania wróciłam do myszowatych;) Zazdroszczę Ci maszyny, moja w odległych planach.
OdpowiedzUsuńAle mi się podobają, naplotłaś się Kochana :)
OdpowiedzUsuńI wcale nie masz myszowatych włosów :p
:*
Jak lubisz swój kolor włosów to nie warto go zmieniać:D Chyba, że potrzebujesz odmiany:) Bransoletki bardzo ciekawe.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Bransoletek Adze zazdroszczę ;)
OdpowiedzUsuńCo do włosów to miałam myszowate przez długo i farbowałam, przestałam się stresować i bardziej o siebie dbać i jestem zachwycona swoim obecnym kolorem. Dużo osób się mnie pyta czy farbowałam :D
Ale niektórzy po prostu mają taki kolor i już.
Jest czego zazdroscić :) Bransoletki wyszły super. Dziękuję Kochana Siostro :)
OdpowiedzUsuń:D
Usuń