Skończone. Te pastylki labradorytu leżakowały rok, zanim wymyśliłam co z nimi zrobić:
Udało się je skończyć znacznie szybciej niż poprzednią parę. I o dziwo kolejna praca już na półmetku. To pewnie twórcze pobudzenie po udanych warsztatach w zeszłym tygodniu. Poniżej kilka zdjęć. Był to chyba najmroźniejszy dzień tej zimy. Ale nam w ferworze szycia było cieplutko.
Kolejna edycja warsztatów już niedługo. Zapraszam do zapisów.






wymyślna kompozycja, faaajne to
OdpowiedzUsuńMam za dużo czasu ostatnio - dziecko zasypia o 19!!
UsuńNo to zrobiłaś cudo!
OdpowiedzUsuńDzięki - bardzo się cieszę, że wróciłam do hobby.
UsuńGratulację!
OdpowiedzUsuńCieszę się, że jest wpis na blogu i że jest o czym pisać ;)
Dzięki za warsztaty :D
Nie ma za co, fajnie, ze wpadłaś.
UsuńKolczyki piękne jak zwykle. Super było na warsztatach. Dzięki Joanna :) Pozdrowienia dla Marysi :)
OdpowiedzUsuńMoje postanowienie noworoczne - działać ;)
UsuńJak miło tu znowu zaglądać! Są naprawdę niezłe;D Super!
OdpowiedzUsuńA ja się ciesze, że o mnie nie zapomniałyście.
Usuń