Są takie dni, gdy wszystkiego ma się dość. I dziś właśnie tak się czuję. A może raczej jak Don Kichot, ciągle walczący z wiatrakami.
Prawdopodobnie sama jestem sobie winna, bo może trzeba płynąć z prądem, nadstawiać drugi policzek i odnaleźć zen. Ale niestety nie potrafię.
Dlatego wychodzę z siebie, gdy po raz kolejny walę głową w mur.
Przepraszam za ten powiew pesymizmu, ale czuje się pokonana. Przez głupie drobiazgi, które złożone do kupy zatruwają i uprzykrzają życie. Przez kolejne podwyżki i podatki. Procedury, kolejki i rozkładanie rąk...
Następny post będzie optymistyczny. Słowo harcerza.
Joanna,
OdpowiedzUsuńco to za smutki? Ty jesteś przecież zawsze optymistką. Tak ma być!
Trzymaj się i nie dawaj!
:*
Oj takie tam. Usiłowałam zapisać syna do żłobka, co już samo w sobie jest dla mnie ciosem. Oczywiście raczej nie mamy szans na miejsce. Ale to dłuższa historia...
UsuńŻyczę wiatru w żaglach. Ja niestety też dzisiaj jestem Don Kichotem więc nic więcej z siebie nie wykrzesam. Pozdrawiam ciepło.
OdpowiedzUsuńDzięki za odwiedziny. Mam nadzieję że wiatr niedługo zawieje.
UsuńTrzymam kciuki za lepszy nastrój :) Nie poddawaj się, mi na takie dni pomaga cały dzień w piżamie i dużo czekolady :)
OdpowiedzUsuńPiżama jest:) Zamiast czekolady zastosuję lody.
UsuńJestem!! W końcu Somoja to wiatr wiejący przez pustynię ;)
OdpowiedzUsuńNa pocieszenie powiem, że wstałam dziś 0 4.30 i byłam u dentysty i do tego miałam leczony ząb kanałowo! Lepiej? ;)
Kochana, Twoje cierpienie nie będzie dla mnie nigdy pocieszeniem. To byłoby jak radość z bólu bliźniego;)
OdpowiedzUsuńA 4:30 to pora na koniec imprezy, a nie na wstawanie;)
bedzie dobrze głowa do góry :D pozdrawiam ciepluteńko
OdpowiedzUsuńŻeby cieszyć się fajnymi dniami, to musza być i te paskudne, żeby było porównanie, żeby docenić później to co dobre... tak to już funkcjonuje :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i cieplutko :)
Świetnie to uchwyciłaś:)
UsuńDziś już świeci słońce i za oknem i w mojej głowie.
Ciepełka w serduchu życzę i ściskam mocno. =)
OdpowiedzUsuń